katalog książek

okładka duża

Mniej znaczy więcej


 

Książkę opisuje Ania Mrozińska z loga Poza Rozkładem (listopad 2012):

 

 

Dawno, dawno temu przeczytałam po raz pierwszy "Sto lat samotności" Gabriela Garcíi Márqueza. Jako początkująca licealistka niewiele zrozumiałam, ale ta książka zwerbalizowała coś, co jest dla mnie jedną z najbardziej dojmujących i najsmutniejszych obaw: DOM skazany na zagładę, DOM  pracowicie roznoszony przez mrówki.... Znikające Miejsce, które było świadkiem życia...



Trochę to przekorny wstęp do pisania o innym DOMU. Bo "Dom" J.Patricka Lewisa i Roberto Innocentiego (a może Innocentiego i Lewisa?) to opowieść o życiu i historii pewnego miejsca. Oddanie mu głosu, wysłuchanie i przyjrzenie się STU LATOM jego narodzin i śmierci, momentów, które - chcąc nie chcąc doświadcza każdy z nas. I nie są to lata samotności, to opowieść o miejscu, które trwa, jest świadkiem i współtowarzyszem ludzi, którzy przemijają.

 

Jak wytłumaczyć czym jest "Dom"? Można banalnie zacząć od "Gdyby mury mogły mówić..." Dla mnie to nostalgiczna opowieść rozpięta między niedzisiejszymi, poetyckimi czterowersami, towarzyszącymi im ilustracyjnymi migawkami, wprowadzającymi bohaterów tego spektaklu i imponującymi, malarskimi obrazami Innocentiego. Słowo zapowiada wkraczającą historię, kluczowe wydarzenia z życia ludzi, którzy odnajdą i zasiedlą dom. Obraz rozwija tę opowieść, sugeruje uczucia, wprowadza okruchy codzienności, które tak naprawdę budują nasze życie.


 

Poetyckie strofy, czasem wręcz patetyczne zderzają się z warstwą graficzną, w której doszukiwać się  można drobnych radości, zalotów, zabawy, ale i znoju, strachu i ciężkiej pracy. To  dzięki obrazom widzimy tak naprawdę upływ czasu, zmieniające się narzędzia i rekwizyty, to, co możemy dostrzec przez otwarte okna i drzwi. Pojazdy i zajęcia ludzi. Zaślubiny, narodziny, dorastanie i śmierć.

Po jednej stronie mamy poezję, po drugiej - realistyczny obraz. W tym wypadku czuję wewnętrzny opór przed nazwaniem ich ilustracjami. Bo prace Innocentiego były pierwsze. Do współpracy został zaproszony J.Patrick Lewis (ich wcześniejsza wspólna książka to "The Last Resort"), który - jak sam twierdzi, dość długo borykał się z poetyckimi wersami. Nie była to zresztą tradycyjna współpraca, bo nigdy się nie spotkali w sprawie "The House" , ani nie rozmawiali o tym, jaki kształt ma przybrać książka.

Dzięki nim możemy wysłuchać opowieści pewnego domu, zbudowanego dawno, dawno temu, "w roku zarazy". Jego historia to jednak tylko ostatnie 100 lat. "Nowe życie". Stulecie, do którego chyba jeszcze jesteśmy dość silnie przywiązani. Czas ogromnych zmian: opowieść o dwudziestym wieku.


więcej...

Opowieść ciekawsza niż baśń...


 

Recenzuje Ewa Skibińska z "Rymsa" (listopad 2012):

 

 

"Dom" - druga w Polsce po "Pinokiu" książka z ilustracjami włoskiego ilustratora Roberto Innocentiego to doskonały prezent dla wielbicieli jego sposobu obrazowania. Mam wrażenie, że dorosłych miłośników realistycznych, naznaczonych nostalgią i smutkiem ilustracji Innocentiego jest nawet więcej niż dziecięcych. "Dom", choć jest książką obrazkową, jest też rodzajem niezwykłego albumu, który biorąc pod lupę mikrokosmos jednego domostwa uniwersalizuje dzieje XX wieku.

Sto lat historii jednej siedziby ludzkiej to przekrój losów ludzi, to również zapis zmian, którym poddaje się otoczenie: ogród, architektura, moda. Zmienia się oczywiście tytułowy bohater i jednocześnie narrator. Ze wstępu wiemy, iż jego początki sięgają 1656 - roku zarazy. "Wzniesiono mnie z kamienia i drewna, ale z biegiem czasu moje okna zaczęły widzieć, a okap - słyszeć" - początek jest bardzo sugestywny, napisany prozą w odróżnieniu od poetyckich fraz tekstu głównego, przyznać trzeba niełatwych w odbiorze dla małego czytelnika.

Autorem wstępu i wiersza jest J. Patrick Lewis, amerykański prozaik i poeta. Mam jednak wrażenie, że za sukces duetu Lewis - Innocenti odpowiada głównie ilustrator. Pochodzący spod Florencji artysta - samouk opowiedział w tej książce toskańską historię, począwszy od losów chłopskiej rodziny z początków XX w., przez wojenne zawieruchy, czas odbudowy i powrotu do normalności, aż po współczesność. "To próba wzrokowej analizy, coś w rodzaju antropologicznej próby" - mówił Roberto Innocenti Jarosławowi Mikołajewskiemu ("W Toskanii wieje wiatr", Gazeta Wyborcza 24-25.11 2012).

Metamorfozy domu, jego otoczenia i mieszkańców ogląda się z zainteresowaniem graniczącym niemal z fascynacją. Dom - obserwator i świadek opowie Wam historię ciekawszą niż baśń...


więcej...

W tym słowie mieści się tak wiele


 

Recenzja z bloga Zakładka do książki (listopad 2012):

 

 

Dom. W tym słowie mieści się tak wiele. Tak wiele różnych uczuć i wspomnień. To w nim uczymy się życia, dorastamy, gromadzimy doświadczenia, poznajemy, co dobre i złe, to z niego pewnego dnia wylatujemy w świat i wracamy zawsze, kiedy życie daje nam w kość. Taki właśnie jest dom, zwłaszcza ten pierwszy, rodzinny, bezpieczna przystań, miejsce, które po prostu jest. A nawet, kiedy już go nie ma, ciągle pozostaje fundamentem, na którym budujemy nasze życie, który niesiemy ze sobą.
 
Przede mną niezwykła książka o domu, którą można przeczytać tylko za pomocą obrazów, ponieważ tekst jest w tym przypadku tłem dla pięknej i bardzo nostalgicznej opowieści. Jest to drobiazgowo narysowana historia minionego wieku, na straży której stoi stary dom. Położony na wzgórzu, gdzieś na włoskiej prowincji, okolony uroczymi kamiennymi murkami, milczący świadek wydarzeń, upływu czasu, przemijania, zachodzących nieustannie zmian.
 
Pełne szczegółów i licznych drobiazgów ilustracje uświadamiają nam, jak bardzo zmienił się świat. Widzimy na nich codzienne życie, w jego najmniejszych detalach. Zmieniające się pory roku. Różne koleje losu. Pojawiające się wciąż nowe twarze. Jest w nim miejsce na życie i na śmierć, na wesele, narodziny, na zbiory w winnicy, na radosny szczebiot bawiących się dzieci, ale też na ludzkie dramaty, nieoczekiwaną śmierć, wojnę, cierpienie, przemijanie. Kamienny dom trwa, mimo wszystko, niezłomny jak skała.
 
Kiedy przeglądałam tę książkę uświadomiłam sobie, że wszystko przemija. Że czasem wystarczy jedno mrugnięcie okiem, by wszystko się zmieniło. Także dom narysowany przez Innocentiego musi w końcu ulec nowym czasom. Można się zastanawiać, czy jest w nich jeszcze miejsce na pamięć o tym, co minione? Czy znajdą się ludzie, którzy o tę pamięć zadbają? Czy kogoś to obchodzi? Czy w pogoni za wygodnym, beztroskim dolce vita jest czas na spoglądanie wstecz? Zakończenie książki jest bardzo wymowne i rozwiewa złudzenia. Dom tysiąca opowieści znika, a wraz z nim jego tajemnice. Proszę, obiecajcie mi, że Wy będziecie o nim pamiętać.

więcej...

mikrohistorie


 

Książki na święta w serwisie wp.pl poleca Anna Brzezińska:

 

 "Dom" stanowi wyjątkowo udane spojrzenie w historię XX wieku przez pryzmat jednego domu i mieszkającej w nim rodziny - i jednocześnie, jak w pryzmacie, załamuje się w tej książce ogromna zmiana, jaka w XX wieku nastąpiła w myśleniu o historii, kiedy z Wielkiej Historii, historii władców i bitew, wyłoniły się nagle mikrohistorie, losy pojedynczych społeczności i osób, które nie zapisały się wyraźnie na kartach tej Wielkiej Historii, ale przecież istniały nie mniej intensywnie niż bohaterowie narodowych panteonów. Wybudowany w roku 1656, roku zarazy, dom-narrator zostaje opuszczony i jego historia zaczyna się ponownie u zarania nowoczesności, w roku 1900, kiedy przypadkowo odkrywają go dzieci, zbierające w lesie grzyby i orzechy.

Wiersz J. Patricka Lewisa, prowadzący nas przez kolejne wydarzenia, zaledwie sygnalizuje zmiany: prawdziwa akcja rozgrywa się na obszernych, zajmujących całą rozkładówkę, ilustracjach Roberto Innocentiego - malarskich, zdumiewająco realistycznych i pełnych detali. Można je czytać na wielu poziomach, zarówno z sześcioletnim dzieckiem, które - wypróbowałam! - będzie z radością śledziło w metamorfozach domu kolejne pokolenia kotków, jak i z dzieckiem szesnastoletnim, które zdoła rozszyfrować w tej bardzo lokalnej, statycznej perspektywie ślady Wielkiej Historii, która przecież pojawia się tutaj bardzo wyraźnie, nieustannie wpływając na losy mieszkańców domu.

Bardzo cenię Innocentiego i obyśmy w przyszłym roku mogli czytać kolejne zilustrowane przez niego książki, może "Opowieść wigilijną" Dickensa, gdzie w tekście i ilustracjach splatają się dwa bardzo indywidualne koncepcje realizmu i która tak bardzo pasuje do tego przedświątecznego czasu. A jednocześnie jakoś żal, że dotąd nie ukazała się po polsku książka oparta na bardzo podobnym koncepcie co "Dom" - "Cztery strony czasu" torunianki, Iwony Chmielewskiej, w którym historia przebiega przez pokoje domu toruńskich mieszczan, a czas, przeplatające się pory życia, lata i wieki, odmierza bicie ratuszowego zegara.


więcej...

Historia kamiennej studni


 

Recenzja z bloga Półeczka z książkami (grudzień 2012):

 

 

Mogłabym tę książkę zrecenzować krótko - piękna. Byłam jej bardzo ciekawa. To głównie za sprawą Innocentiego, który kilka miesięcy temu zachwycił nas swoją wizją drewnianego pajaca. Dom - pomyślałam sobie, gdy zobaczyłam tytuł w zapowiedziach. Czym nas może zaskoczyć? W końcu - dom jak dom. A jednak... Autor tekstu pisze zaraz na początku - Oto Dom Tysiąca Opowieści. I tak jest w rzeczywistości. Można snuć o nim różne historie, wplątywać życiorysy ludzi. I choć bohaterem jest tu konkretny dom, w charakterystycznym włoskim krajobrazie - przesyconym słońcem, z cyprysami i winoroślą w tle, to tak naprawdę historię tę można odnieść do każdego domu. O każdym można by coś opowiedzieć i narysować. Każda opowieść byłaby inna, każda, jak ta, na pewno ciekawa. Historia tego domu zaczyna się w 1900 roku, kiedy to grupka dzieci napotyka podczas wyprawy do lasu stary i zapuszczony budynek - gdzieś na uboczu, zapomniany przez wszystkich. Ktoś daje mu szansę. Miejsce dzikich i gwarnych zabaw dziecięcych zostaje oswojone. Zaczyna się cywilizowanie tego kamiennego odludka. I odtąd będzie tak tu już zawsze - ludzie się wprowadzają, dokupują nowe sprzęty i meble, dobudowują kolejne części domostwa. Karczują las dookoła, zakładają ogród: sadzą drzewa, winorośl, kwiaty. Równolegle toczy się zwykłe codzienne życie: ślub, narodziny dzieci, pogrzeb. Ktoś z wytęsknieniem wypatruje czyjegoś powrotu, ktoś boi się żołnierzy. Mija sto lat. Jak zmieni się dom, czy bardzo różni się od pierwotnego budynku, który pewnego popołudnia odkryły dzieci?

Nie sposób nie poddać się refleksji na temat swojego miejsca na ziemi, jego przeszłości i przyszłości. Tutaj widać kartka po kartce wszystkie przemiany - ludzie się starzeją, odchodzą, na świecie toczą się wojny, zmieniają się mody i tradycje. Wszystko ewoluuje - niekoniecznie ku dobremu. Obok płaszczyzny tekstu, ilustracji (zdecydowanie dominującej) pojawia się kolejna - odczucia czytelnika. Ciekawość, czasem wzburzenie, tęsknota, zdziwienie. Tych uczuć jest cała masa - to reakcja na ilustracje jak obrazy, pełne szczegółów. Ja, podczas mojego pierwszego oglądania książki skoncentrowałam się na kamiennej studni. Jakże wyraźnie po niej widać, jak zmienia się rzeczywistość, a czas płynie nieubłaganie. Książka, która na pewno zapadnie w pamięć - dla czytelnika w każdym wieku.


więcej...

Umarł ojciec, mijały lata, dom trwał


 

Na święta poleca Beata Kęczkowska z "Gazety Stołecznej" (grudzień 2012):

 

W 1900 roku w Toskanii dzieci natrafiły na stary, opuszczony dom. "Dom Tysiąca Opowieści". Wkrótce został wyremontowany, pojawili się ludzie, odbył się pierwszy ślub pod jego dachem. Urodziło się dziecko. Umarł ojciec. Dom trwał. Mijały lata, dom trwał. Zmieniali się jego mieszkańcy, rodzili, rośli, umierali. Aż do 1999 roku i kolejnej, chyba nawiększej zmiany w dziejach domu. Kto będąc na włoskich wakacjach nie przypatrywał się z zainteresowaniem toskańskim willom?Co w sobie kryją? Jakie miały tajemnice, zanim zamieniono je w cacka rodem z "Pod słońcem Toskanii"? O przemijaniu i zmianach, nie zawsze na dobre. Dla dorosłych, ale i dla dzieci. Plus cudowne ilustracje Roberta Innocentiego, uhonorowanego w 2008 r. Nagrodą im. H. Ch. Andersena.


więcej...

Dom Roberta Innocentiego


 

Cudanakiju, grudzień 2012:

 

 

Pomysł opisania historii z punktu widzenia obiektów materialnych nie jest całkiem nowy. Szczególnie często wykorzystywany bywał przez autorów książek dla dzieci. Opowieść o dawnych czasach mogły snuć stare i wysłużone zabawki, szacowne meble i różne pamiątkowe przedmioty. Dla dzieci jest to szczególnie atrakcyjny sposób narracji, który przywraca magię codziennym rzeczom. Jako mała dziewczynka uwielbiałam takie historie. Może dlatego, że sama po trochu jeszcze wierzyłam - i chciałam wierzyć – że za materialną powłoką kryje się coś więcej. Pluszowe zwierzątka żyją, czują moje smutki i radości. Sprzęty domowe rozmawiają i bawią się, zamierając, gdy ktoś wchodzi do pokoju… Dlatego do tej pory lubię stare meble z duszą, miejsca z historią i … domy, które opowiadają o dawnych czasach.

Z zaciekawieniem sięgnęłam więc po obrazkową historię pt. „Dom”Roberta Innocentiego, genialnego włoskiego ilustratora znanego polskiemu czytelnikowi m.in. z ilustracji do najnowszego tłumaczenia „Pinokia”. Jego prace zapadają w pamięć dzięki drobiazgowej, realistycznej, lecz zarazem baśniowej stylistyce. Jest mistrzem w przedstawianiu scen rodzajowych, pejzaży i pór roku. W „Pinokiu” przedstawił krajobrazy toskańskie zimą, piękne, chociaż surowe i dalekie od sielskich obrazków, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni. W„Domu”, który ukazał się ostatnio nakładem krakowskiego wydawnictwa Bona, artysta przedstawił historię, którą opowiada stara, siedemnastowieczna siedziba ludzka. Taki piękny dom z ogrodem i sadem mógłby stanąć gdzieś na południu Europy, tam, gdzie buduje się z kamienia z dodatkiem drewna. Może we Francji? Najpewniej jednak we Włoszech.

Widziałem, jak rozrastają się rodziny i padają drzewa.

 Słyszałem śmiech i strzały.

- napisał we wstępie Innocenti. Tak, to mogło być gdziekolwiek w Europie, ale tylko tam, gdzie są winnice. Po chwili dostrzegam naszywki z włoską flagą na mundurach żołnierzy. A więc jednak w Italii, Innocenti opowiada nam o swojej ojczyźnie…. Obserwacja szczegółów na ilustracjach jest fascynująca, można się wpatrywać długo i ciągle odkrywać coś nowego. Oto dom, który się zmieniał wraz z ludźmi, który przeżył z nimi historię Europy, dawał schronienie i bezpieczeństwo, wreszcie popadł w ruinę, by w XX wieku odrodzić się w zupełnie nowej postaci…

W tej opowieści o czasach dawnych i nowych, przedstawionej przez Innocentiego, towarzyszy nam przewodnik – narrator. Niezwykła to jednak narracja, bo zapisana wierszem, którego autorem jest amerykański pisarz i poeta J. Patrick Lewis. Jego strofy w sposób subtelny towarzyszą kolejnym wydarzeniom. Przypominają raczej pieśń, do której jeszcze nie odkryliśmy muzyki, „podkład muzyczny” pod opowieść Innocentiego. I tak krzyżują tu się i łączą historie: ta rysunkowa, ta wierszowana i jeszcze nasza, własna, którą możemy opowiadać sobie i dzieciom, wciąż od nowa, lecz nigdy taką samą…


więcej...

Każdy staje się autorem, opowiadaczem historii


 

Recenzja Ewy Świerżewskiej z Qlturka.pl (grudzień 2012):

 

 

Wystarczył jeden rzut oka na okładkę, bym rozpoznała charakterystyczny styl Roberto Innocentiego. Tajemniczy, niepokojący, czasem mroczny, ale bez dwóch zdań, wspaniały. Polscy czytelnicy mogli podziwiać twórczość artysty przy okazji publikacji książki "Pinokio. Historia pajacyka" (C. Collodi, przeł. Jarosław Mikołajewski, wyd. Media Rodzina). Teraz znów zachwyca, intryguje, wprowadza w nastrój zadumy nad przemijającym czasem.


Historia jest prosta, jednak zarówno w słowach, jak i obrazach przedstawiona tak, że może pochłonąć czytelnika/oglądacza na wiele godzin. Oto jest Dom - i od razu wspomnieć należy, że autor uczynił go narratorem tej podróży przez historię XX wieku. Zbudowany w 1656 roku, o czym świadczy data widniejąca na nadprożu, był świadkiem życia wielu rodzin i wielu wydarzeń. Po długich latach opuszczenia i samotności, został odnaleziony przez bawiące się dzieci - był rok 1900, a już w 1905 znów było gwarno, bo do domu wprowadzili się mieszkańcy. Później był ślub, narodziny, niespodziewana, przedwczesna śmierć. Zmieniały się czasy, zmieniały pory roku, dzieci rosły, dorośli się starzeli. A Dom jak stał, tak stał - był świadkiem II wojny światowej, strachu i cierpienia, ale też szczęśliwego powrotu żołnierzy z frontu. Kolejne pokolenie opuściło rodzinny dom, kolejne pokolenie odeszło z tego świata. I w ten oto sposób znów, po latach świetności, Dom popadł w ruinę. Nastąpiło jeszcze jedno odrodzenie, jednak to nie był już ten sam Dom...


Poetycka opowieść, mieszcząca się zaledwie na kilku stronach, to wierszowany zapis obserwacji i przemyśleń, czynionych na przestrzeni dziesięcioleci przez... no właśnie, przez Dom, podmiot lityczny. Jednak opowieść toczy się tu dwutorowo i, mam wrażenie, ten drugi tor - obrazowy, jest jeszcze bogatszy, pełen uczuć i dramatyzmu. Z wielką dokładnością Innocenti sportretował kolejne pokolenia, osadził je w czasie, o którym opowiada Dom. Zmieniają się stroje, zmieniają pojazdy, aż w końcu przeobrażeniu ulega sam Dom - zburzony, by mógł odrodzić się na nowo. Dramatyczne wyznanie: "Nowy mam już adres, lecz go nie uznaję" świadczy o tym, że pewna epoka już się skończyła.


Książka wydawnictwa Bona to jeden z tych diamentów, które wraz z kolejnym szlifem - przeglądaniem, czytaniem, nabierają wyjątkowego blasku. A oglądać i czytać można po wielokroć. Można też snuć własną opowieść, co dzieci tak bardzo lubią; co daje im poczucie sprawstwa, pozwala doskonalić umiejętność opowiadania. Każdy staje się autorem, opowiadaczem historii. Każdy widzi coś innego, inaczej odczytuje to, co widzi. Sami przekonacie się, że to Dom Tysiąca Opowieści.


więcej...

Niezwykła opowieść o pewnym domu w XXI wieku


 

Recenzja Moniki-Janusz-Lorkowskiej z "Rzeczpospolitej":

 

 

Co by powiedział czterystuletni dom, gdyby umiał mówić? Prawdopodobnie dużo więcej niż obdarowane z okazji Wigilii ludzkim głosem zwierzęta - pisze Monika Janusz

A jeśli słów użycza mu poeta tej miary co amerykański autor dla dzieci J. Patrick Lewis, to mamy gwarancję, że saga jest nie tylko zdumiewająca, ale jeszcze pięknie opowiedziana. 

„Plotkarz wiatr oddechem wśród liści szeleści: 'Patrzcie! Oto Dom Tysiąca Opowieści!'. Już nie opuszczony wyrzutek ze świata, dzieci mnie znalazły wreszcie tego lata".

Bohater opowieści Lewisa, tytułowy „ Dom", urodził się w 1656. Nie wiadomo dokładnie pod jaką szerokością geograficzną, ale informacja o panującej wtedy zarazie, fakt, że zbudowany był z kamienia i drewna oraz bajeczne, wielkoformatowe ilustracje Roberta Innocentiego sugerują, że była to Toskania.

Dom przez stulecia obserwuje i wsłuchuje się w losy swoich mieszkańców, ich śmiech i płacz, nadzieję i rozpacz. Niektórzy dbają o niego, inni go opuszczają. Głównym tematem opowieści Lewisa jest jednak wiek XXI. Jego Dom w poetycki sposób opowiada ze swojej perspektywy o wojnach tego czasu i o tym, jak wpływały one na losy rodzin. Także o tym, że dusze i serca domów to ludzie, ale nie wszyscy, tylko szczególne, wyjątkowe istoty, bez których domy umierają albo na zawsze tracą swój charakter.

Szczególnym atutem tej książki jest fakt, że to, czego nie dopowiada, pozostawia w domyśle i gdzieś między wierszami Patrick Lewis,  odmalowuje Roberto Innocenti. W ten sposób tekst i obraz uzupełniają się wzajemnie stanowiąc niezwykłą symbiozę. Wizje Innocentiego  nie są "tylko" ilustracją do opowieści, ale stanowią, jak w rebusie, jej nieodzowny element.

O Robercie Innocentim pisałam już recenzując dla Państwa jedno z ciekawszych obecnie na rynku w Polsce wydań „Pinokia" z przekładem Jarosława Mikołajewskiego, do którego ilustracje też przygotował ten wybitny włoski artysta-samouk, porównywany przez krytyków do Bruegla. Tu jednak warto zwrócić też uwagę na autora tekstu. J.Patrick Lewis to obecnie jeden z najbardziej cenionych i płodnych amerykańskich twórców dla dzieci. Napisał ponad 80 opowieści dla najmłodszych,  z czego wiele zebrało najważniejsze nagrody na północnym kontynencie, a sam autor jest laureatem National Council of Teachers of English (NCTE) Excellence Award w kategorii Poezja Dziecięca. Co ciekawe, Lewis pracował jako profesor ekonomii, a oddał się swojej pasji, czyli w pełnym wymiarze czasu zaczął pisać dopiero w 1998 roku.


więcej...

Wrażenie nieskończoności


 

Mini-recenzja Juliusza Kurkiewicza w "Gazecie Wyborczej" (styczeń 2013):

 

Florentczyka Roberto Innocentiego poznaliśmy dzięki ilustracjom do "Pinokia". Jego amerykańską edycję tygodnik "New Yorker" uznał za najpiękniejsze wydanie tej klasycznej bajki (polskie ukazało się w 2011 roku w tłumaczeniu Jarosława Mikołajewskiego). W "Domu" "breughelowskie" obrazki Innocentiego grają pierwsze skrzypce - to Amerykanin J. Patrick Lewis zilustrował je wierszem. Każdy z obrazków jest powtórzeniem ujęcia tego samego wiejskiego domu, ale na przestrzeni stu lat. Wkraczamy w mikrokosmos życia jednej rodziny, na którym piętn odciskają zarówno wydarzenia zupełnie prywatne, jak i wielka historia. Na czym polega magia Innocentiego? Jego wielkoformatowe ilustracje są naiwne, ale stwarzają wrażenie nieskończoności. W zimowy poranek gromadka dzieci wyrusza do szkoły. A my widzimy to, czego one nie dostrzegają - dwie sarny hasające wokół stracha na wróble.


więcej...

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej!


 

Recenzja z bloga Signum Temporis (styczeń 2013):

 

 

Kilka dni temu przyszła do mnie paczka, a w niej “Dom”. Zbudowany w 1656 roku z kamienia i drewna, otoczony wysokimi drzewami, tętniący życiem.

Plotkarz wiatr oddechem wśród liści szeleści: “Patrzcie! Oto Dom Tysiąca Opowieści!”.

 

Ściany w domu z kamienia snują piękną opowieść o stu latach zmian, o niszczącym działaniu czasu, który ma wpływ nie tylko na strukturę budynku, ale również na jego mieszkańców. Dom jest świadkiem i uczestnikiem wielu ważnych wydarzeń. Wita nowych członków rodziny, żegna powalone, niszczejące drzewa.

 

Z biegiem czasu moje okna zaczęły widzieć, a okap – słyszeć”.

 

Dom słyszy śmiech, gwar przy rodzinnym stole, płacz małego dziecka, huk granatów i strzały. Czuje słońce, deszcz i wiatr. Widzi, a my wraz z nim, odbudowanie więzi w rodzinie, świętowanie małżeństw i narodzin, opłakiwanie zmarłych.


Autorem tego przepięknego poematu jest J. Patrick Lewis - amerykański prozaik i poeta. Jego poetycki tekst został doskonale zilustrowany przez Roberto Innocentiego (“Dom” to druga w Polsce po “Pinokiu” książka z jego ilustracjami). Dzięki jego pracom poznajemy historię stu lat domu z wielu perspektyw. Ilustracje nie towarzyszą tylko tekstowi, ale współtworzą książkę.

 

Dorośli będą powracać do “Domu” z sentymentem, i być może dzięki tej książce będą chcieli wrócić również do swoich korzeni, odbudować historię własnego domu rodzinnego. Poszukać dźwięków, smaków, obrazów i zapachów z przeszłości. “Dom” rozbudzi w dzieciach wyobraźnię, zachęci je do poszukiwania szczegółów na kolejnych kartach książki. Będziecie często powracać do “Domu”, w końcu wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej!


więcej...

Czytaliśmy ją już wiele razy


 

Mama (nie tylko) Adama pisze w styczniu 2013:

 

 

Czy książka z taką mroczną okładką może spodobać się 4-latkowi? Jasne, że tak! 

Wiem, że wielu rodziców szukając lektur dla najmłodszych wybiera te kolorowe, z obrazkami które często „kłują” w oczy swoją kiczowatością. Przyznam, że Młodszy czasem w księgarniach zatrzymuje się przy takowych i prosi o ich kupienie. Wtedy zwykle odpowiadam: 
Niestety nie mam przy sobie pieniędzy” :-)
Starszy uświadamia wtedy brata: 
No co ty, zobacz jakie straszne ilustracje


 

Być może niektórzy oglądając książkę „DOM”, też by tak powiedzieli, że "ilustracje tu „mroczne, straszne i nie dla dzieci”. Ale nie my. Nas wszystkich bardzo urzekła ta niezwykła książka obrazkowa. Książka dla każdego - dla dorosłych i dla dzieci.

Przyznam szczerze, że to właśnie Młodszy zdecydowanie częściej po nią sięga. Czytaliśmy ją już wiele razy. Na początku myślałam, że będę omijała za trudne dla niego, poetyckie teksty i po prostu będziemy sobie opowiadać co widzimy na ilustracjach. Ale nie. Młodszy zdecydowanie nie pozwala omijać żadnej literki.


Np. wczoraj: 
Wrosła moja pustka przez tysiące nocy
w śmiercią naznaczone wzgórza tego dzieje. 
Niechaj mnie na nowo czas i znój rozgrzeją, 
aż poczuję w sobie nowej przypływ mocy.” 

A ty rozumiesz co ja czytam? - pytam. 
Tak – odpowiada z powagą. - Tylko powiedz co to jest „przypływ mocy”? - prosi.


I tak czytamy po raz kolejny poetycką opowieść o historii pewnego domu. Zbudowanego z kamienia i drewna w XVII wieku - „Domu Tysiąca Opowieści”

 

Domostwo i jego mieszkańcy, mnóstwo historii i zdarzeń. Na kartach książki, dzięki wspaniałym ilustracjom Roberto Innocentiego, który zawarł w nich historię XX wieku, widzimy jak przez lata zmienia się dom, jego otoczenie, pory roku, stroje ludzi...

Przyglądamy się z Młodszymi naprawie i zabudowie domu, rozmawiamy czym jest ślub, liczymy kury i gęsi, wyjaśniam dlaczego dzieci niosą do szkoły książki i polana... Wczoraj rozmowa zeszła nawet na produkcję wina! A to wszystko przez zbiór winogron, które widzimy na ilustracjach. Smutnego tematu wojen też nie omijamy. Temat starości wywołał pytanie Młodszego: 
A czy lecąc w Kosmos ludzie się starzeją
-?!? 
Kiedy widzimy na ilustracji pogrzeb – rozmawiamy o śmierci. 
A jak się umiera? - pyta Młodszy.
Uwielbiam te nasze rozmowy w trakcie czytania i oglądania! 

 

 

Zawsze przyglądamy się studni. Ależ ona się zmienia przez te lata! Zarówno Starszy i Młodszy lubią ten wątek opowieści :-) 

Wczoraj okazało się, że w jednej kwestii nie zgadzamy się z Młodszym. On uważa, że ładniejszy jest ten dom z XX wieku:
Jest taki ładny i kolorowy! - twierdzi.
A mnie podoba się wcześniejsza wersja – dom z kamienia i drewna.
Cóż, wszystko przemija, idzie nowe...

 



To książka o przemijaniu, ludzkich losach i o tym „czym jest dom, gdy nie jest już nikomu domem?” Z pewnością można ją czytać na wiele sposobów. To pozycja dla całej rodziny.

Dla nas „
Dom” jest „Książką Tysiąca Opowieści”. A dla Was?


więcej...

W samym środku pokój


 

Recenzja z bloga Z małą kawką (styczeń 2013):

 

 

Postawiłam „DOM” przed Majką. Otworzyłam jego drzwi. A ona weszła do niego, jak do swojego. Biegała między kartkami, między latami, nogami przebierała między niszczeniem, a odnawianiem, śpiewała z zachwytu (sic!), co chwilę zastygając i badając szczegóły obrazów.

Czytałam jej też wiersz i w moim oku zakręciła się łza. Bo ja inaczej rozumiem ten „Dom”, niż ona. Jako ludzkie przemijanie, jako rozpad pewnych wartości, jako zmianę adresu i antenę satelitarną w miejscu komina. Ona jeszcze – na szczęście – nie zna straty; może biegać po Domu, który zionie otwartym dachem, tak samo wesoło jak po tym, w którym są odnowione podłogi. Ja rozumiem postęp, rozumiem zmiany, rozumiem basen w miejscu zboża i figurkę disnejowskiej Królewny z Krasnoludkami w ogródku. Nie zatrzymuję zmian, nie zawracam rzeki. Ale nie rozumiem zapominania, nie rozumiem wypierania z pamięci stracha na wróble, podporządkowywania sobie całego stworzenia.

Mimo tej refleksji, tej szklanki smutku, którą trzeba wypić wraz z tą książką, to piękna pozycja, mocna, inspirująca, oryginalna.

To historia XX wieku oglądana oczyma szyb w oknach, komentowana schodami i ścianami, zobrazowana rośnięciem zboża i żniwami. Wszystko jest tu wielkim kołem życia, które przypadkiem toczy się w fundamentach jednego budynku – są narodziny i są śmierci, jest czas, gdy wszystko kwitnie i czas, gdy obok wejścia stoi trumna. I tylko mam nieodparte wrażenie, że Dom jest najsmutniejszy dziś (a właściwie już wczoraj, bo ostatni karta jego pamiętnika to 1999), że najmniej w nim duszy, gdy dobudowano mu garaż...

Ale można w tym Domu bawić się gdzie indziej, niż w końcu XX wieku.

Można na przykład wejść w rok 1901 i cieszyć się odbudową, można w roku 1915 bawić się na weselu lub w 1929 wyciskać sok z winogron bosymi stopami. Można ominąć mrok z 1942 i wdowieństwo z 1918.

Można wejść w ten Dom z radością, tak, że będzie widać tylko czubek głowy...


więcej...

Stare domu strzegą swoich tajemnic


 

Piszą Joanna i Michał Rusinek, mag. "Twoje Dziecko", styczeń 2013:

 

Stare domy strzegą swoich tajemnic. Chciałoby się czasem zapytać, kto mieszkał tu sto lat temu? Kto wyskrobał czyjeś imię na ścianie? Jakie zapachy dochodziły z dawnej kuchni? Patrick Lewis pozwala pewnemu toskańskiemu domowi opowiedzieć swoją historię na przestrzeni całego wieku. Niezwykle brzmi ta historia na tle szczegółowych ilustracji Roberto Innocentiego, znanego z zeszłorocznego wydania "Pinokia". Jak w filmie animowanym, na kolejnych kartach książki odnajdujemy dom wciąż w tym samym miejscu, dookoła krzątają się wciąż czymś zajęte maleńkie postaci, a spokojnie i nieubłaganie swoją robotę wykonuje Czas.


więcej...

Czasy


 

Recenzja z bloga Siódma góra (styczeń 2013):

 

 

To jest bardzo poważna książka. Jak wypada przy opowieściach dotyczących historii. Mówiące o czasach XX wieku strofy nie mogłyby być jedynie hecnymi wierszykami. Dom – bohater książki Roberto Innocentiego – opowiada poetycko o losach rodziny zamieszkującej budynek w minionym stuleciu. Tekstom towarzyszą duże obrazki przedstawiające sceny z jej życia. Jest na nich tyle szczegółów, ze mały odbiorca (to książka dla dzieci) na dłużej zatrzyma swoją uwagę na ilustracjach J. Patricka Lewisa.

Coś nostalgicznego tkwi w tej książce. Nie jest to tęsknota za czasami, których świadkami był Dom i kolejne zamieszkujące go pokolenia, bo przecież czasy te nie zawsze były dobre. W każdym razie inne niż te z ostatnich stronic książki, gdzie Dom jest już nowego typu hotelem. Może właśnie z tej różnicy nostalgia.

Tamten stary Dom wydaje się jakiś „prawdziwszy”, a jego istnienie ma głębszy sens. Jest schronieniem ludzi, którzy w nim, wokół niego parają się zajęciami potrzebnymi, by przetrwać, a nie, by jedynie przyjemnie spędzać czas.

Książka może robić wrażenie posępnej – na okładkę wybrano ilustrację przedstawiającą Dom podczas II wojny światowej. Stary Dom jest tu opoką. Chronią się w nim przerażeni ludzie. Stąd (z powodu okładki) smutny nastrój dominuje w książce. Ale w ogrodzie przy budynku na innych stronach – w innych czasach –  zobaczymy także dzieci-kwiaty z gitarami, brykające na sianie radosne dzieci, spokojnie pracujących żniwiarzy, rodzinę zebraną przy wspólnych posiłkach.


więcej...

Dom Tysiąca Opowieści


 

Recenzja z bloga ładnebebe.pl (styczeń 2013):

 

 

Historia powstania tej książki jest nieco nietypowa. Najpierw Roberto Innocenti przygotował cykl ilustracji, a dopiero później zaprosił do współpracy literackiej J. Patricka Lewisa. Ich wspólne dzieło ukazało się niedawno w poslkiej wersji nakładem wydawnictwa Bona. 

W 1656 roku z kamienia i drewna wzniesiono dom. Niewiele więcej o nim wiemy poza faktem, że na samym początku dwudziestego wieku opuszczony budynek przypadkowo odnalazły dzieci. To chyba one sprawiły, że jego okna zaczęły widzieć, a jego okap słyszeć. I tak z domu obudził się Dom. Znowu zamieszkali w nim ludzie i wnieśli do niego życie. Pracowali, bawili się, trudzili, śmiali, płakali i przez ostatnie sto lat zostawili w pamięci Domu wiele swoich opowieści. Widzimy je w każdym szczególe każdej ilustracji.

Największym atutem i siłą napędową całej książki są znakomite ilustracje Roberta Innocentiego. Starannie przemyślane, bogate w szczegóły, wręcz epickie, opowiadają nam historię XX wieku w mikroskali. Ubrania, sprzęty, zabawy, uroczystości, interakcje międzyludzkie, prace domowe, a nawet pory roku – wszystko składa się na bardzo wciągającą opowieść. Historie wielkie, jak np. wojny, czy te mniejsze: narodziny, śluby, pogrzeby – wszystkie odnajdziemy między kartkami tej książki. Niezwykłe ilustracje połączone z poetyckim tekstem J. Patricka Lewisa tworzą nastrojowe dzieło o przemijaniu, ale również i o trwaniu, o zmianie, jak też o niezmienności. Już dawno żadna książka nas tak nie urzekła jak „Dom”.


więcej...

Książka, którą trzeba znać


 

Recenzja z bloga Kto czyta żyje podwójnie (luty 2013):

 

Książki dla najmłodszych już dawno przestały być wyłącznie o dzieci. Nie zawsze są to historie z prostą fabułą, o szczęśliwym zakończeniu i jaskrawych ilustracjach. Takie książki od dawna wzbudzają mój zachwyt i rozbudzają wyobraźnie.

Nie inaczej jest w przypadku przepięknie wydanej książki "Dom". To niebanalna, smutna i wzruszająca historia widziana z perspektywy... domu. Dzieje jednego miejsca na przełomie lat i ludzi, którym dane było w nie zamieszkać. Zmieniała się przyroda, okoliczności, mieszkańców tytułowego Domu dotykały wielkie szczęścia i ogromne dramaty. W wypadku tej opowiastki to właśnie mury podchodzą do głosu.

Rzadko zastanawiamy się nad tym czym tak naprawdę jest dom. To nie tylko miejsce, do którego wracamy po ciężkim dniu w pracy, odpoczywamy czy jemy posiłki. To niemy świadek naszego życia, trudnych chwil okraszonych łzami czy momentów euforii i radości. To właśnie w rodzinnym domu mamy swoje ulubione miejsca "skrytki", w których czujemy się bezpiecznie jak nigdzie na ziemi. Z każdym kątem budzą się w nas wspomnienia z przeszłości, a zapachy jakie temu towarzyszą jesteśmy w stanie przywołać niemal natychmiast.

 

Piękne i wymowne ilustracje towarzyszą poetyckim strofom. Z jednej strony tak proste w przekazie słowa, zawierają w sobie zaskakującą mądrość ukrytą w metaforach. Nie tylko ludzie przemijają i odchodzą w zapomnienie.  Również domy, przepełnione mądrością i doświadczeniem "przyprószone zostają siwizną" i kruszeją z upływem lat.

"Dom" to sentymentalna podróż, fascynująca opowieść i przepiękne ilustracje wykonane przez Roberto Innocentiego, który został uhonorowany w 2008 roku Nagrodą im. H.Ch. Andersena. To książka, którą trzeba znać.


więcej...

Dom bez serca jest bezlistnym drzewem


 

Recenzja ze strony Lubimyczytac.pl (luty 2013):

 

Podobno stare domy mają duszę. Znają też ciekawe historie, które, zwłaszcza jeśli budynki liczą sobie kilkaset lat, układają się w nostalgiczną opowieść o przemijaniu. Tytułowy dom jest bardzo stary, został zbudowany w roku 1656 w czasach zarazy. Razem z Domem 1000 Opowieści czytelnik poznaje najważniejsze wydarzenia XX wieku, począwszy od roku 1990. Krok po kroku Dom zdradza swoje tajemnice, snując historię za historią. I choć z upływem czasu zmieniają się dekoracje, on niewzruszony wciąż tkwi w tym samym miejscu.

Sugestywne ilustracje układają się w bajkowo-realistyczną mozaikę, złożoną z elementów codzienności: urządzeń i mebli, zabawek, zwyczajów i powszednich zajęć mieszkańców, czy rozrywek. Wędrujemy razem z autorem od strony do strony, z piętra na parter, z przybudówki na podwórko. Czytanie tej książki jest jak przeglądanie rodzinnego albumu ze zdjęciami. Kolejna strona to twarze i mury starsze o kilka lat, nowe bruzdy i rysy na gładkich obliczach. Zmienia się wygląd, otoczenie, pory roku. Pojawiają się nowe przedmioty, rośnie kolejne pokolenie domowników. Ludzie niezmiennie rodzą się i umierają. Historia, przetaczająca się przez Europę i świat, splata się z osobistymi przeżyciami mieszkańców domostwa.

Można czytać „Dom” na wiele sposobów, a w drobiazgowe ilustracje wpatrywać się nieskończenie długo, za każdym razem odnajdując coraz to nowe szczegóły. A i tak jest szansa, że coś nam umknie. Ale to nawet dobrze. Dzięki takiemu zagęszczeniu rozmaitych detali obrazy są źródłem coraz to nowych historii, które patrzący może sam tworzyć. Wyobraźnia czytelnika dopowie treści ukryte w labiryncie detali. Aż chce się do tego „Domu” wracać co jakiś czas.

Charakterystyczna perspektywa i kolorystyka nasuwają skojarzenie z malarstwem niderlandzkim, zwłaszcza z Brueglem i jego specyficznym „spojrzeniem z lekkiego podwyższenia”. Takie ujęcie pozwala uczestniczyć w życiu mieszkańców, zbliżyć się do nich na wyciągnięcie ręki, tak po sąsiedzku zajrzeć przez płot. Czynnie włączyć się w obrządki, poznać tajemnice domowników, ich smutki i radości, zajrzeć w różne zakamarki wiekowego budynku. Operowanie odpowiednimi kolorami i światłem buduje atmosferę i porusza emocje czytelnika.

Dom” jest też przykładem doskonale zaprojektowanej książki obrazkowej, która przyjęła formę albumu. To ilustracje są głównym komponentem opowieści a zwięzły, poetycki tekst amerykańskiego pisarza J. Patricka Lewisa sugeruje kierunek interpretacji. Co ciekawe, najpierw powstały ilustracje a dopiero później Innocenti wzbogacił książkę o wierszowane strofy.

Można potraktować tę opowieść metaforycznie. Bo prawdziwy dom to nie tylko ściany, okna i dach, mury. To rodzina, życie, które w nim się toczy, wspólne przeżycia i wspomnienia. Mówi się przecież, że ściany starych domów oddychają historią właścicieli. To inspirująca, wielowymiarowa opowieść nie tylko dla dzieci, i nie tylko dla wielbicieli talentu Innocentiego.


więcej...

Cały dom czyta "Dom"


 

Recenzja Pauliny Zaborek z portalu KulturaLiberalna (16 kwietnia 2013 r.):

 

 

Czy chcielibyście posłuchać opowieści, której narratorem jest dom? Nie jakiś zwyczajny, betonowy budynek, lecz bardzo stary dom, wzniesiony z kamienia i drewna w 1656 roku. Dom Tysiąca Opowieści. Wyjątkowy także dlatego, że „z biegiem czasu okna zaczęły widzieć, a okap – słyszeć”. Jest jak stary człowiek, z sentymentem patrzący na upływające życie. Chętnym słuchaczom opowiada własne losy oraz historię całego XX wieku, począwszy od roku 1900, a na 2000 kończąc. Cierpliwie i z pokorą przygląda się nieuchronnym zmianom zachodzącym w jego otoczeniu, jest wiernym towarzyszem swoich mieszkańców w chwilach radości i smutku. Doświadcza znojów, zarazy i wojny, „co trwa tysiąc światów”, towarzyszy ludziom w ich codzienności. Obserwuje rozstania i powroty, cieszy się, gdy rodzą się nowi domownicy, tonie w żalu, gdy odchodzą dotychczasowi.

„Dom” to mistrzowski duet włoskiego ilustratora Roberto Innocentiego (znanego polskiemu odbiorcy z przepięknego opracowania graficznego „Pinokia”) i amerykańskiego poety i prozaika J. Patricka Lewisa. Czytelnik wędruje wśród realistycznych, niezwykle szczegółowych, całostronicowych ilustracji prowadzony przez poetycki, nieco melancholijny, wierszowany tekst. Jest on zaproszeniem do refleksji nad życiem, nad zmianami, jakie zachodzą w społeczeństwach oraz w prywatnym mikroświecie każdego z nas. To bardzo szczególna opowieść o przemijaniu.

Książkę można oglądać i czytać lub tylko oglądać. Można (a czasem trzeba) opowiedzieć ją dziecku własnymi słowami. Wierszowany tekst J. Patricka Lewisa w tłumaczeniu Małgorzaty Pasickiej, choć melodyjny i bogaty stylistycznie, dla dziecka, zwłaszcza młodszego, okazuje się jednak za mało współczesny i zanadto odrealniony. Po pierwszym przeczytaniu „Domu” moja siedmiolatka siedziała przez chwilę w milczeniu, a potem stwierdziła ostrożnie: „Bardzo podoba mi się ta książka, ale nie do końca ją rozumiem…”. Dlatego przyda się tu mądra obecność rodzica, który odbędzie tę literacką podróż wspólnie z dzieckiem.

 

Nie waham się stwierdzić, że cały dom może czytać „Dom”. Niezależnie od wieku każdy znajdzie w tej książce coś, co go zachwyci. Dorosłych urzeka refleksyjna i nastrojowa liryka. Kiedy czytam: „Jestem więźniem swojej samotności / Wichry i zwierzynę mam tylko za gości / Z pracy rąk murarzy nic nie pozostanie”,  na myśl przychodzi mi fragment utworu J. K. Weintrauba: „Widzisz teraz, jak ciężko labiryntem dni / uwikłanym w samotność pośród fikcji płynąć / Dlatego to zamknięcie i dlatego łzy / i dlatego powroty w czas, który odpłynął”. „Dom” stwarza dojrzałemu czytelnikowi właśnie taką okazję do przemyśleń nad kondycją człowieka w zmieniającym się świecie i do sentymentalnego spojrzenia w przeszłość i w ten czas, który upłynął.

Kilkulatek natomiast potraktuje „Dom” jako wspaniałą książkę obrazkową, w której na każdej stronie znajdzie mnóstwo szczegółów – postaci ludzkich, zwierząt, przedmiotów do obserwowania i odnajdywania. Ułatwi mu to wysokiej jakości szata graficzna, duży format, zszywane stronice. Starsze dziecko zachwyci się możliwością śledzenia przemian zachodzących w samym budynku i w jego okolicy, na każdej stronie będzie z zapałem wypatrywać różnic i oznak upływającego czasu. To wspaniałe ćwiczenie dla spostrzegawczości i wyobraźni. Moja córka z niezmienną fascynacją sięga po takie książki, do których należy także „Belonging” Jeannie Baker, gdzie losy pewnej rodziny zostały opowiedziane ilustracjami przedstawiającymi ulegający ciągłej zmianie widok z tego samego okna. To wychwytywanie zmian w obrazie rzeczywistości urzeka i fascynuje dzieci.

Można też skupić się wyłącznie na rysunkowej opowieści lub zagłębić się w analizę szczegółów wnętrz, ubiorów czy nawet nastrojów postaci przedstawionych na ilustracjach i opisanych w tekście. Wybrać tylko jedną ilustrację lub obserwować wszystkie, od początku do końca. Wracać do ulubionych fragmentów. Odkrywać ciągle coś nowego, jakiś ukryty wśród innych detali szczegół. Możliwości swoistej interakcji z tą książką są w zasadzie nieograniczone.


więcej...

<< powrót do opisu książki