katalog książek

IMPONUJĄCE STARANNOŚCIĄ WYDANIE


 

Nowy Jork to przewodnik, który  miał być wydany w 1968 roku w Czechosłowacji. Jednak gdy ilustrator Vladimír Fuka osiadł na stałe w USA, komunistyczne władze wstrzymały druk. Pół wieku później makietę książki odnalazł wnuk autora tekstu, Mahler junior,  i namówił dziadka do publikacji. Okazało się, że metaforyczne opowieści i genialne ilustracje nic nie straciły ze świeżości. Imponujące starannością wydanie!


więcej...

Tablica rozdzielcza, która wprawia nas w zachwyt


w Dużym Formacie o naszej książce pisze Juliusz Kurkiewicz:

 

Empire State Building i Wall Street, Centrum Rockefellera i Central Park, drabiny strażackie i hydranty. To wszystko znajdziecie oczywiście w Nowym Jorku pisarza i scenarzysty Zdenka Mahlera i ilustratora Vladimíra Fuki (Bona, przeł. Katarzyna Kępka-Falska).

Ale ta książka to wszystko, tylko nie konwencjonalny przewodnik. Nowy Jork lat 60. został w niej przedstawiony w formie fenomenalnych, wysmakowanych ilustracjii z krótkimi komentarzami, z których dowiemy się m.in., że "Nowy Jork to nie muzeum, ale prąd, tablica rozdzielcza, która wprawia nas w zachwyt". Zachwycone nie były komunistyczne władze Czechosłowacji, gdy chory Fuka postanowił nie wracać z USA do ojczyzny.  Już wydrukowana książka trafiła w 1964 r. na przemiał. Odtworzona z jedynej ocalałej szczotki ukazała się wreszcie trzy lata temu.


więcej...

Podróż w czasie


poniżej recenzja z październikowego "Elle"

 

Hit! Odnaleziona po niemal pół wieku ilustrowana opowieść o Nowym Jorku. Świetna grafika plus czeskie poczucie humoru.

 

Zdeněk Mahler (tekst) i Vladimír Fuka (rysunki) po raz pierwszy pojechali do Nowego Jorku w latach 60. Zafascynowani stworzyli album, w którym tłumaczą, jak to sie dzieje, że to miasto w ogóle działa. Jednak czeskie władze przeznaczyły Nowy Jork na przemiał.  Makietę książki odnalazł w 2008 roku wnuk Zdenka Mahlera. Teraz album ukazuje się w Polsce. Jest świetny. Nie przyda się raczej jako turystyczny przewodnik, ale z pewnością pomoże zrozumieć miasto będące marzeniem wszystkich, którzy jeszcze tam nie byli. Ale nie ma co się spieszyć. Bo - jak zauważają autorzy - "kto widział Nowy Jork, nie ma już dokąd jechać". Przypominają też, że Europa jest starsza od Ameryki o sześć godzin, więc podróż do Nowego Jorku odmładza. Lektura tej książki też.


więcej...

Magiczna podróż do Nowego Jorku lat 60.


recenzja z miesięcznika Podróże:

 

Urzekające ilustracje i metaforyczne teksty zabierają nas w magiczną podróż do Nowego Jorku lat 60. Jest to jedna z tych książek, które ogląda się i czyta za każdym razem na nowo, bez końca odnajdując inne szczegóły w rysunkach i drugie dno w ich opisach. Nie mniej czarująca od książki jest historia jej wydania. Nakład, gotowy do druku już w 1968 roku, został zniszczony z powodu nielegalnej emigracji Vladimira Fuki do Stanów Zjednoczonych. Ukrytą na strychu ocalałą makietę dopiero po pół wieku odnalazł wnuk Mahlera. Książkę wydano w sztywnej oprawie, w niezmienionej formie.


więcej...

Na tarasach wieżowców spotkacie parę kochanków


 

recenzja z bloga Aureliowo, czyli książkowo:

 

Nowy Jork, miasto, które nigdy nie śpi. Wielkie Jabłko. Ojczyzna jazzu. Metropolia świata. Najbardziej i jednocześnie najmniej amerykańskie miasto. Zmieścić w książce cały Nowy Jork jest niemożliwym. Cudem udało się w ogóle zachować ową pozycję. Trzeba wspomnieć, że książka powstała w trakcie podróży obu artystów do Ameryki. Do druku była już przygotowana w 1964 roku. Jednak nowatorski styl treści i ilustracji nie spodobał się czeskiej cenzurze. Komuniści kazali zniszczyć cały nakład. I w dodatku Fuka raczył już z Miasta Żółtego Diabła nie wracać. Ale Mahler zdążył zabrać jeden egzemplarz. Jejku, jak dobrze. Co by było, gdyby to się nie udało? Pisarz Zdenek Mahler (także znakomity scenarzysta, współautor "Amadeusza" Formana) wraz z rysownikiem Vladimirem Fuką stworzyli coś pośredniego między przewodnikiem turystycznym, reportażem a zbiorem bajek. Opowieść pełna zdań, słów, myśli, obrazów.

 

Czego my tu nie mamy. Oglądamy bary, ulice, reklamy, samochody, taksówki, ulice, neony, skrzynki pocztowe - wszystko, co pociągało, co przyciągało do Ziemi Obiecanej. Kilka kresek i kropek układa się w znakomite ilustracje, które ukazują ówczesną wolność i energię Ameryki. "Kto widział Nowy Jork, nie ma już dokąd jechać". Fikuśne, wymyślne ilustracje doskonale współgrają z metaforycznym językiem. Wszystko doskonale do siebie pasuje, jedno nie mogłoby istnieć bez drugiego. (...)


więcej...

Czech man in New York


 

O książce napisała Beata Seweryn w grudniowym wydaniu Architektury i Biznesu:

 

Album Nowy Jork jest czymś pomiędzy dziennikiem z podróży a nieco zdeaktualizowanym przewodnikiem, w którym subiektywne wrażenia mieszają się z praktycznymi poradami.

Pierwszy nakład książki w 1968 roku władze Czechosłowacji przeznaczyły na przemiał, w ramach zemsty na niepokornym ilustratorze Vladimirze Fuce, który wyemigrował na stałe do USA. Jej współautor, Zdenek Mahler, ocalił jeden egzemplarz, którym zachwycił się jego wnuk, skutecznie namawiając do reedycji książki po czterdziestu latach od odwołanej premiery.


więcej...

Nowy Jork, New York


Książkę poleca Marcin Wilk z Dziennika Polskiego (styczeń 2012):

 

Nowy Jork to miasto marzenie. Dla wielu. No, może nie aż tak dla wszystkich, ale z pewnością znajdą się tacy, co o nim marzą: w Hongkongu, Nowej Zelandii, Egipcie, Brazylii, Mongolii, Norwegii, Peru, Republice Południowej Afryki, Korei Południowej, Hiszpanii, a nawet i w Polsce.

Pojechać tam, zobaczyć, pomieszkać. Pobuszować (choć to słowo akurat Amerykanom może się źle kojarzyć...). Po prostu pobyć. A że marzenia się spełniają...

 

Dostać się do Nowego Jorku to łatwizna. Najtrudniej dostać się do samolotu. Jak tylko samolot nakłuje nosem słońce, czas zwolni - czeka was najdłuższy dzień. Kiedy u nas jest południe, Nowy Jork dopiero wstaje. Europa jest o sześć godzin starsza.

Tak to się zaczyna. A potem jest jeszcze przyjemniej. I jeszcze, by tak rzec, sympatyczniej.

Mamy na przykład stronice poświęcone wysokościowcom, wśród których znajdziemy Empire State Building (...). O nowojorczykach - wyliczają w pewnym momencie autorzy - mówi się, że w ogóle nie są Yankees, i że przeciwnie, to najbardziej zaciekli Amerykanie. Poza tym, że ich przyjaźnie nie są głębokie: łatwo się nawiązują, łatwo kończą. I że strasznie boją się żyć na drugim planie - Każdy chce być dobrym facetem - pełnym dobroduszności i praktycznego entuzjazmu - "Co u ciebie?" - "Dziękuję, znakomicie!" - "Nie masz pracy? To twój błąd!".

Tak nowojorczyków widzą sami Amerykanie na ogół - inne nacje skłonne są widzieć inne cechy w nowojorczykach. Niemcy na przykład uważają nowojorczyków za najbardziej postępowych. (...).

Tak, nasz "Nowy Jork" ma już prawie pół wieku - książka powstała w 1964 roku i została wydrukowana jako prezent na Gwiazdkę. Tylko, że Vladimir Fuka, któremu choroba bezlitośnie odmierzała czas, postanowił spędzić resztę życia w Ameryce na emigracji... Wtedy esbecy przeznaczyli cały nakład na przemiał (...) - pisał w październiku 2008 roku Zdenek Mahler.

Jego zdania pojawiają się na końcu książki, a może w sumie od nich powinno się zacząć. Bo one wyjaśniają konstrukcję całości. Całości czyli książki.

Dziwny to język, którego używają autorzy - powiedzą ci, którzy zdecydują się sięgnąć po Nowy Jork Mahlera i Fuki. I trzeba im będzie przyznać rację. Podczas czytania próbowałem w głowie jakoś ten język przyporządkować. Jest w nim rodzaj naiwności i niezmąconej reżimem schludnych definicji narracji, czasem nawet poetyckiej metaforyczności, może nawet baśniowej. Jakby świat, o którym opowiadają autorzy, był na wskroś nierzeczywisty.

Z drugiej strony można też czytać Nowy Jork jako zapis szczególnego rodzaju tęsknoty za światem nierealnym. Jeśli dorzucić do tego kontekst historyczny, a także nieco absurdalny czeski humor, jakim przesiąknięta jest cała ta opowieść - to lektura już nie tylko wyda nam się dorosła, co i nawet skomplikowana.

Osobną sprawą jest warstwa graficzna tego wydawnictwa. To osobne dzieło sztuki, które sprawia, że Nowy Jork to bardziej album niż książka. Przewodnik to zatem specyficzny, kompletnie nieprzydatny na miejscu, ale za to wspaniały, kiedy o Nowym Jorku marzy się z oddali. Bo można metropolię podziwiać, przyglądać się jej przez pryzmat wycinków i grafik. Autorzy musieli mieć zabawę zestawialną, jak sądzę, z zabawą w kolaże Wisławy Szymborskiej. I niech to będzie rekomendacją dla tej niezwykłej książki.


więcej...

O przyjemności z czytania


Książkę poleca Ewa Stusińska z portalu Literatki:

 

W tradycji hebrajskiej istnieje zwyczaj smarowania miodem pierwszych liter alfabetu, które dziecko przeczyta, tak by już na trwałe lektura skojarzyła mu się ze słodyczą. Pytanie, czemu dorastając, rezygnujemy z fizycznej przyjemności lektury? Dlaczego książka staje się przezroczystym medium języka i traci swój materialny wymiar? Książka „dla dorosłych” przestaje być obiektem zmysłowym. Dlatego takie wydawnictwo jak Nowy Jork sprawia, że ślinka znów zaczyna cieknąć.


więcej...

<< powrót do opisu książki